Warszawa nigdy nie miała łatwo dostępnej miejscówki do upalania, obojętnie czy weźmiemy pod uwagę drifting czy 1/4 mili. Wszystko zaczęło się na ulicach, szybkie ustawki w jednym miejscu, wyścig raz-raz i w następne miejsce, dzięki temu, gdy przyjeżdżała Policja już nikogo nie było. Niby idealne rozwiązanie, ale ile można się bawić w kotka i myszkę? Potrzebne było miejsce, które jest daleko od zabudowań mieszkalnych, gdzieś gdzie nikt by się nie czepiał. Co prawda swego czasu popularnym miejscem była tzw. IMOLA w Piasecznie, gdzie jeździli m.in. tacy zawodnicy jak Krzysztof „Tery” Terej, Bartosz „BRT” Stolarski i Maciej „Młynarz” Młynarczyk. Jednakże, tak to w Polsce bywa, szybko po pojawieniu się drifterów, telefony do służb porządkowych od okolicznych mieszkańców, urywały się. Jakiś czas później, teren został wykupiony i… zaorany. Dosłownie. Po jakimś czasie pojawiła się miejscówka, teoretycznie legalna. Parking przy Terminalu Cargo warszawskiego lotniska Okęcie, stąd wzięła się słynna nazwa – „Cargo”. Spotykali się tam ci sami ludzie, którzy zaczynali jeździć na ulicach, była to grupa osób ‚wtajemniczonych’, krąg do którego – częściowo – nie można było wstąpić.

Po jakimś czasie ktoś przyprowadził znajomego, później ten ktoś przyprowadził swojego znajomego, a tamten swojego itd. Doprowadziło to do tego, że liczba osób które przychodziła na Cargo sięgała ok. 1500 ludzi. Różnych ludzi. Niekoniecznie lubiących motoryzację, za to lubująca się w alkoholu albo narkotykach. Jak można się domyślić tak, z założenia świetne miejsce do upalania, z czasem zmieniło się w wielką imprezę. Z czasem na owym parkingu zamontowano szlabany i pobory opłat za postój. Cargo przestało istnieć. Ludzie zaczęli zbierać się na parkingach pod hipermarketami, na MOP-ach, a nawet pod cmentarzem w celu stworzenia miejsca podobnego do Cargo. Nic z tego, gdyż policja zawsze czekała lub przyjeżdżała później by skontrolować towarzystwo. Długo nic się nie działo w tym temacie. W międzyczasie swój epizod miał teren byłych zakładów URSUS, ale tak jak można się domyślić, okolicznym mieszkańcom po jakimś czasie zaczęło to przeszkadzać.

Wszystko jednak się zmieniło, i tak aktualnie swoją drugą młodość przeżywa obiekt, który nikomu by nie przyszedł do głowy, myśląc o miejscówce na weekendowe pojeżdżawki. Tor Żerań FSO. Miejsce, w którym samochody poddawano objazdowi od 5 do 40km po wyprodukowaniu w fabryce, która mieściła się po drugiej stronie ulicy Stalingradzkiej (dzisiaj Jagiellońska). Auta mogły wówczas przemieścić się na tor poprzez tunel znajdujący się pod ulicą, jednak mniejsza o fakty historyczne. Tor ma kształt wydłużonej ósemki, jego długość to 2200m, na które składają się wyasfaltowane odcinki proste z łukami wyłożonymi kostką granitową, gdyż formowanie betonu na takich spadkach sprawiało pewną trudność.

Obecnie treningi i spoty odbywają się na wewnętrznej części toru, gdzie wylano plac z asfaltu, a od niedawna ustawiono także betonowe bandy. Zanim się to jednak stało obiekt upadł i przeszedł w ręce nowych właścicieli, którzy – co dziwne na polskie warunki – nie zamienili tego terenu w osiedle mieszkaniowe czy galerie handlową? Jak im się to udało?

Wiemy, że tor upadł i był składowiskiem nowo wyprodukowanych samochodów, a następnie został sprzedany spółce Mennica Polska, która miała w planach zarządzanie torem. Zapytałem o to właścicieli fanpage’a Tor Żerań FSO oraz o to, jak doszło do cotygodniowych spotów Warsaw Night Racing na tym obiekcie?

Właścicielem obecnie jest Go Global S.A. Odpowiedź na drugie pytanie jest nieco trudniejsza. Po kilku przypadkowych obecnościach na spotach WNR postanowiliśmy znaleźć teren, na którym mogą się one odbywać w sposób legalny, nie stwarzający zagrożenia w ruchu ulicznym i nie narażający nikogo na konsekwencje natury prawnej. Aktywni działacze WNR wykazywali duże zainteresowanie taką możliwością. Pomysł powstał w lipcu, a z początkiem sierpnia na torze odbyła się pierwsza impreza WNR. Postanowiliśmy podtrzymać dotychczasowy harmonogram WNR-owych spotkań, i do dnia dzisiejszego we wtorki, czwartki i soboty odbywają się one na naszym terenie. Teren toru wymagał oczywiście ogromnych nakładów pracy, był bardzo zaniedbany. Do dnia dzisiejszego trwają prace, mające na celu przywrócić temu obiektowi pełną funkcjonalność. Cieszymy się, że nasza inicjatywa jest zauważana co raz częściej również przez sportowców. Na regularne treningi zaczęli przyjeżdżać drifterzy i rajdowcy znajdujący się wysoko w rankingach. Największą satysfakcję mamy jednak z faktu, że – zachowując klimat ulicy – udaje się przeprowadzać spoty WNR (wielotysięcznej rzeszy kierowców) w sposób legalny, nie powodujący zagrożeń w ruchu ulicznym. W niedalekiej przyszłości planujemy na spotach przeprowadzać kursy pierwszej pomocy tak, aby spotykający się u nas kierowcy znali jej podstawy i mogli właściwie reagować w potrzebie. Kalendarz stałych imprez na torze powoli się zapełnia. Niedziele organizujemy przy współpracy ze Szkołą Jazdy Racing Bartka Czwartosza. Niedzielnym tematem są KJS-y, SJR-y, Track Day-e – a więc rajdy na różne sposoby. W planach mamy cykliczne imprezy dla rowerzystów i rolkarzy. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystko rozpoczęło się od przypadkowych obecności na spotach WNR.

DSC_0049tsSpytałem też dwóch warszawskich drifterów i drifterkę o wrażenia z obiektu czy spotów. Karol „Laska” Laskowski (Laska Drift Team)

Jazda tam jest zupełnie inna niż na zawodach, nie skupiasz się na wynikach czy czymkolwiek takim. Jedziesz tam po to by po pierwsze dobrze się bawić, a po drugie by zapewnić dobra rozrywkę obserwatorom.

Aleksandra Fijał (STW Drift Team)

Jaram się, jeździ się bardzo dobrze. Na początku było tam kilka dziur, ale właściciele pracują na tym, żeby wszystko wyrównać. Można jeździć tę trasę na kilka sposobów więc to też jest fajne. Postawiono też betonowe bandy, które jak dla mnie są spoko bo mogę się od nich trzymać daleko, ale mogę też się przełamywać i stopniowo do nich dojeżdżać (a jak wiadomo teraz czasem na zawodach są te bandy i trzeba się z nimi oswoić). Cieszę się, że w sumie w spoko cenie mogę na miejscu sobie pośmigać bokiem. Dobre warunki. Nie muszę jeździć na jakiś tor 200/300 km a na FSO serio niczego nie brakuje i można sobie ćwiczyć.

Maciej „Młynarz” Młynarczyk (Prodrift.pl)

Myślę że inicjatywa wieczornej jazdy na ”torze” na terenie Warszawy jest świetnym pomysłem! Dla początkujących drifterów i ludzi chętnych na chwile wariacji to fajna alternatywa dla szaleństw na mieście. Na pewno nie jest to miejsce gdzie wpadniesz wozem 400-500KM i się wyżyjesz… ale żeby wpaść i sprawdzić czy np. fura po przeróbkach czy budowie dobrze się sprawuje i nic jej nie dolega, to na pewno jest mega miejsce. Gratki dla organizatorów!

DSC_0128

Jak widać, Warszawa wreszcie doczekała się miejsca gdzie, mogą spotkać się ludzie, których pasją jest motoryzacja, gdzie nie potrzebują do zabawy alkoholu czy narkotyków, gdyż owe substancje są zabronione na Torze Żerań FSO. Można legalnie przetestować swoje auto po modyfikacjach czy spróbować się na „kresce” z koleżką. Warsaw Night Racing organizuje spoty we wtorki, czwartki i soboty, wstęp kosztuje 10 złotych od osoby. Cena jest stała bez różnicy czy oglądamy jak inni ‚latają’, czy również chcemy polatać. Trudno nie przyznać, że to świetna opcja dla wszystkich chcących sprawdzić siebie i swoje auto w bezpiecznych warunkach. Jeśli chcielibyście wynająć tor na użytek własny, to wystarczy skontaktować się z właścicielem.

Zdjęcia: Kamil Kłos