Dziś porozmawiamy trochę o paru samochodowo-driftingowych stereotypach panujących w naszej ojczyźnie. Wszytko zaczęło się od tego, że zapytałem parę niezwiązanych z jazdą bokiem i motoryzacją ludzi, z czym kojarzy im się drift. Streszczając ich odpowiedzi, jest to skrajnie niebezpieczna, szybka, niekontrolowana i nieodpowiedzialna jazda w jakiś starych BMW. No właśnie, poruszyli więc w swoich wypowiedziach dwa stereotypy na raz, ten o BMW oraz „młodych i gniewnych” za kierownicą.

Mimo że uczestniczę aktywnie w motoryzacyjnym świecie, pomyślałem przez chwilę że: kurczę, mają rację. Dla osób postronnych, które znają drift z mediów pokroju TVN, czyjś opowieści lub widzieli jak ktoś, gdzieś raz w mieście „poszedł” na skrzyżowaniu bokiem, to tak po prostu wygląda i jest w tym dużo prawdy. Przecież większość „bokolotów” w Polsce to starsze i tanie BMW, a miejscem zabaw jest zazwyczaj parking czy ulica pod osłoną nocy. Wiem, że ktoś kto również zna ten „biznes” właśnie myśli „co ja pieprzę?”, niestety taka osoba wie czemu jeździ się akurat tymi modelami aut i w mieście pod osłoną nocy. Statystyczny Polak nie ma o tym pojęcia i z niedoinformowania wyrabia sobie błędne myślenie o drifcie.

PIC_6565

Stereotypy już tak mają, że większość powstaje z braku rzetelnej informacji. Owszem typowo polskie auta do driftu są już w większości pełnoletnie i po okresie gwarancyjnym, ale czy to oznacza że są bardziej niebezpieczne niż świeżynki prosto z salonu? Nie. Już seryjne BMW z lat 90. posiadają często lepsze właściwości jezdne niż nowo produkowane auta, dodatkowo mało kto driftuje seryjnym autem. Zazwyczaj, nawet w tych bardzo budżetowych driftprojetkach wprowadzane są zmiany gwarantujące lepsze wyczucie i przewidywalność auta czy poprawiające skuteczność jego hamowania. To że auto wygląda jak missile, nie oznacza że zawsze jest zaniedbane mechanicznie.

Drews dirty six

Niestety, społeczeństwo obecnych czasów uważa że im coś nowsze i droższe, tym lepsze i nie wie, że takie BMW zachowuje się o wiele bardziej przewidywalnie w poślizgu, niż nowy Golf, Yaris czy inna Fabia. Inżynierowie z Bawarii doskonale wiedzieli co budują i od zawsze stawiali na precyzję i pewność prowadzenia. To wyjaśnia czemu właśnie BMW poruszają się najsprawniej po ulicach naszych miast, przez co ich kierowcy uznawani są za wariatów. To jednak nie żadni szaleńcy, po prostu ich auta wymagają od nich trochę więcej, ale w zamian dają pewność prowadzenia nawet w podbramkowych sytuacjach. Śmiem twierdzić że BMW prowadzi się łatwiej, pewniej i bezpieczniej niż większość aut, nawet tych FWD, w każdych warunkach, włącznie ze śnieżną zimą. Wystarczy poznać jego typowe zachowania, takie jak nadsterowność i wiedzieć co ją powoduje. Btw… na kursach prawo jazdy przydało by się w końcu wprowadzić szkolenia teoretyczne i praktyczne z fizyki zachowania auta, dzięki temu udało by się uniknąć wielu wypadków wynikających z nieświadomości tego jak auto zachowa się w danej sytuacji. Przecież ruch samochodu to nic innego jak zbiór pewnych sił fizycznych.

„Zwykły” kierowca o tym wszystkim nie wie, w ogóle rzadko wie co to np. podsterowność i jak wyprowadzić auto z tego niepożądanego zjawiska. Do czego piję? Drifterzy, nawet Ci w prawie seryjnym E36, zazwyczaj posiadają już mniejszą czy większą świadomość o zachowaniu auta. Czy więc wiedza jest kluczem do bycia dobrym kierowcą? Raczej tak, bo z niej czerpiemy swoje umiejętności za kierownicą. Informacje te można pozyskać w dwojaki sposób, najpierw przyswoić ją w teorii i potem wdrażać w praktyce za kółkiem, lub od razu usiąść w fotelu kierowcy i zdobywać ją metodą prób i błędów. Dodatkowo jest jeszcze jeden, dosyć młody, sposób na pozyskanie większych niż przeciętne umiejętności za kółkiem, dosyć młody – realistyczne, komputerowe symulatory pokroju LFS, wsparte dobrą kierownicą zamiast klawiatury, np. Logitech G25.

Drifting

Policja i władza znalazła sobie bardzo fajną i prostą wymówkę na dużą liczbę wypadków na drogach – prędkość. Niestety, jest to tylko objaw, bowiem nadmierną prędkość coś powoduje. Najczęściej brak wiedzy, umiejętności i wyczucia, że tego mokrego i śliskiego zakrętu, nie da się chyba przejechać moim autem 130 km/h, gdy jadę na wakacje z rodziną zapakowany kilogramami bagażów, z nierównomiernie rozłożoną masą. Bardzo ważne jest tu również samo auto, jego specyfikacja, prowadzenie i przyczepność, innym samochodem da się zapewne przejechać ten zakręt, w tych samych warunkach nawet i przy prędkości 150 km/h, znając jego fizykę, zachowanie i technikę prowadzenia (przecież odpowiednio operując pedałami da się zniwelować w pewnym stopniu przeładowaną bagażami tylną część auta). Tylko kto o tym wie? Rajdowcy, wyścigowcy, drifterzy itp. Zwykły kierowca zazwyczaj niestety nie. Dlatego mam pewnego rodzaju apel, zacznijmy na kursach prawa jazdy bardziej uczyć jazdy niż samego prawa, bo od zawsze uczymy tylko przepisów, które oczywiście są ważne, ale sama technika jazdy jest równie ważna, jeśli czasami nawet nie ważniejsza.

Wtedy każdy będzie czuł się bezpieczniej, spadnie liczba wypadków a my będziemy poruszać się sprawniej, pewniej i może bez ciągłego stania w korkach i nadrabiania straconego w nich czasu. Chciałbym też, żeby producenci aut zauważyli, że montowanie coraz większej ilości poduszek powietrznych jest ważne, ale to znów jakoby leczenie objawu wypadku, a przecież lepiej nie doprowadzać do tych zdarzeń, projektując auta, które będą się lepiej prowadziły i szybciej zatrzymywały. Owszem wiem, że często podniosło by to koszty produkcji i samą cenę finalną tych pojazdów ale uświadomione, na kursach prawa jazdy, zalet lepszego zawieszenia,sprawiło by że społeczeństwo z biegiem czasu doceni sens dopłacania do np. do lepszych hamulców czy wielowahaczowego zawieszenia zamiast belki skrętnej.

Nikt wtedy by się już tak nie dziwił, na widok kogoś lecącego bokiem swoim RWD, bo sam wiedział by jak to robić i że nie jest to tak niebezpieczne jak wygląda i mówią w mediach. Swoją drogą słyszeliście żeby drifterzy masowo ginęli podczas „szaleństw”, tak jak zwykli kierowcy na normalnej drodze? Albo widzieliście w mediach nagłówki „Wpadł na przejście dla pieszych driftem. Potrącił dwójkę dzieci!”, ja jakoś nie, czy was to jakoś nie zastanawia?

III x Trening DriftFamilia \\ Slide Union // x 2015 - 23.05

Rozwiązał by się wtedy też zapewne jeszcze jeden problem, tzw. miejscówek do upalania. Liczę że zauważono by sens organizowania takich miejsc, a właściciele np. marketów udostępniania swoich parkingów czy placów na okazjonalne treningi, oczywiście z zarobkiem dla nich – na filantropów nie liczcie. Przecież takie coś udało się z Orlikami, odkąd powstały i zaczęto lepiej finansować tę dyscyplinę, Polska radzi sobie w piłce kopanej wyjątkowo dobrze jako drużyna i jako jednostki pokroju Lewandowskiego. Cel w piłce nożnej został chociaż w jakimś stopniu osiągnięty, więc czemu w dyscyplinie narodowej „Ruch Drogowy” nie zastosować tego samego systemu, wymyślić jakieś „Torliki”, „sypnąć hajsem” na szkółki jazdy, zbudować od nowa system szkolenia przyszłych kierowców, ogarnąć państwo w państwie pod nazwą „WORD” czy Automobilkluby itp?

Jak widać, problem postrzegania drifterów w społeczeństwie jest o wiele bardziej złożony, niż wydawało się na początku. Warto również zauważyć, że ten stereotyp da się zniszczyć przy okazji rozwiązywania o wiele istotniejszych tematów dotyczących Polaków za kierownicą, w których jest tak wiele do poprawy. Niestety, nikt z odpowiedzialnych za to ludzi jakoś się nie kwapi do działania a jak widać jest tyle prostych pomysłów na różne bolączki. Oczywiście to tylko kilka z nich i na pewno inne osoby „z branży” mają równie ciekawe i dobre rozwiązania na drogowe problemy. Władzo, może warto pogadać z takimi ludźmi, na pewno dla lepszego jutra podzielą się swoimi wizjami.

Campionatul Naţional de Drift @ Shopping City Suceava (10-11 iulie 2010)