Dwa tygodnie temu na Stadionie Narodowym po raz drugi pojawiło się trzech bezrobotnych Brytyjczyków w średnim wieku. Jako jeden z ponad pięćdziesięciu tysięcy wybrałem się tam, aby zobaczyć co tym razem mają do pokazania.

Tegoroczną edycję Verva Street Racing rozpocząłem od pit party. Stanowiska Audi, Jaguara czy Mazdy, na których można było zobaczyć normalne tj. drogowe auta, które nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, więc szybko przemieściłem się w stronę nieco ciekawszych stoisk. Więcej czasu spędziłem przy namiocie Orlen Teamu, przy którym całkiem spora grupa osób otoczyła Kubę Przygońskiego i jego Diabła, chcąc strzelić sobie z nim zdjęcie lub wziąć autograf. Jako że z Kubą nie raz już się sfotografowałem, skupiłem się na oglądaniu najładniejszego auta tego sezonu DMGP.

fot. Damian Kramski / Agencja LIVE

fot. Damian Kramski / Agencja LIVE

Nieco dalej można było zobaczyć ekstremalnie drogie potwory pokroju Lexusa LFA czy Ferrari F12. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie stojący koło nich niebieski Datsun 280Z. Całe taczki stylu.

20151024_143433 (Kopiowanie)

Nieco dalej odbywały się pokazy driftu i stuntu, na które niestety nie trafiłem bo odbywały się co jakieś 45 minut i za każdym razem zastawałem pusty plac. Lucky me.

vsr_24102015_fot.l.nazdraczew_live_dsc1399

fot. Łukasz Nazdraczew / Agencja LIVE

Idąc dalej naokoło stadionu natrafiłem na strefę muscle carów, koło której przeszedłem bardzo szybko. Po pierwsze dla tego, że mnie nie interesują, a po drugie dlatego, że obok znajdowała się strefa JDM. Nie spodziewałem się że kiedykolwiek w życiu zobaczę trzy NSXy zaparkowane obok siebie, zaraz  obok Mazdy RX7 FD3S i Nissana S15. W tej strefie kręciłem się aż do otwarcia bram stadionu, gubiąc wszystkie płyny ustrojowe przy okazji spontanicznego rev battle.

WP_20151024_19_49_50_Pro (Kopiowanie)

Po wejściu na stadion i odczekaniu ładnych kilku minut w kolejce po hot doga rozsiadłem się na swoim miejscu ciekawy czym w tym roku uraczy mnie organizator.

Tomek Gola / Agencja LIVE

fot. Tomek Gola / Agencja LIVE

Impreza rozpoczęła się od pre show, na którym różnorodność pojazdów była przeogromna. Od low Riderów, przez wyścigi pocket bików, gokartów, kosiarek a nawet poduszkowców aż po wyścigowe Porsche.

Damian Kramski / Agencja LIVE

fot. Damian Kramski / Agencja LIVE

Nawierzchnia którą pokryto płytę Stadionu Narodowego było dosyć śliska i kilku motocyklistów w nieprzyjemny sposób się o tym przekonało. Co jakiś czas publiczność angażowano w kiss camy i inne stadionowe aktywności, jak chociażby meksykańska fala. Ktoś się nawet oświadczył. Oklaski dostali, ale sto lat już nie wyszło.

Tomek Gola / Agencja LIVE

fot. Tomek Gola / Agencja LIVE

Po pre show przyszła pora na Verva Street Racing 2015, prowadzone przez dwoje nieco irytujących ludzi których nazwisk nie jestem sobie w stanie przypomnieć. Na szczęście często przerywał im Tomasz Zimoch.
Pierwszym punktem programu były pokazy driftu w wykonaniu czołówki polskich drifterów: Budmatu, Reduxów i dwóch Jakubów: Przygońskiego i Skomoruchy, upalającego auto Maćka Wodzińskiego. Podczas tego pokazu Silvia Dawida Karkosika postanowiła się obrazić brudząc przy okazji i tak już śliski tor olejem.

vsr_24102015_fot.l_nazdraczew_live_dsd1447

fot. Łukasz Nazdraczew / Agencja LIVE

Po tym zaskakująco krótkim pokazie, na płycie stadionu pojawiały się kolejne pojazdy z przeróżnych serii wyścigowych i rajdowych. Dakarówki, hot rody a nawet wyścig aut NASCAR, które o dziwo skręcają też w prawo. Wszystko to doprawione szczyptą stuntu motocyklowego i Freestyle Motocrossu.

vsr_24102015_fot_marcin_kin_live_gf2r1859

fot. Marcin Kin / Agencja LIVE

Po zakończeniu VSR przyszła pora na główny punkt programu. Niezastąpione brytyjskie trio – Clarkson, Hammond i May – wjechało na płytę stadionu. Ich wyzwania przeplatane z pokazami kaskaderskimi tworzyły emocjonującą i zabawną całość. Wielkie wrażenie zrobili na mnie motocykliści w „kuli śmierci”. Widziałem już jednego czy dwóch kolesi jeżdżących wewnątrz metalowej kuli, ale czterech to już niesamowity hardkor. Świetny był też pokaz Inferno. Dwa płonące Porsche driftujące wokół kobiety z miotaczami ognia zamiast rąk w połączeniu z odpowiednimi efektami świetlnymi i dźwiękowymi dawały niesamowity efekt.

Marcin Kin / Agencja LIVE

fot. Marcin Kin / Agencja LIVE

Panowie prowadzący ze swojej strony też zapewniali odpowiednie emocje. Wyścigu aut zbudowanych z artykułów gospodarstwa domowego raczej się nie spodziewałem, podobnie jak driftingowej rywalizacji w ich wykonaniu. Kiedy panowie przedstawiali w jakich autach będą driftować, wyłapałem u Clarksona drobny błąd rzeczowy. Stwierdził że jego Skyline GTS różni się od GTRa jedynie tym, że ma tylny napęd. Jasne… W każdym razie, James okazał się ku zaskoczeniu wszystkich najlepszym drifterem. Dopóki nie wyszło na jaw, że to nie on, a kaskader Terry Grant w tym momencie prowadził czarne E36.

Marcin Kin / Agencja LIVE

fot. Marcin Kin / Agencja LIVE

Całe show nie mogło się zakończyć niczym innym, jak tylko meczem Polska – Anglia w samochodową piłkę nożną. O ile dobrze pamiętam, to wygraliśmy 6:4.

Marcin Kin / Agencja LIVE

fot. Marcin Kin / Agencja LIVE

Bardzo miłym akcentem po zakończeniu całej oficjalnej części imprezy pył ponowny wyjazd drifterów, którzy tym razem w poszerzonym składzie (o Rubika i Włodana) pokonali kilka okrążeń toru w bardzo okazałym trainie, podczas gdy ciężarówki od STW dbały o „zmniejszenie widoczności” na stadionie.

Podsumowując, impreza była zorganizowana po raz kolejny z wielkim rozmachem i na naprawdę wysokim poziomie. Organizatorzy zapewnili widzom możliwość zobaczenia ogromnej ilości przeróżnych aut, a brytyjscy gwiazdorzy nie zawiedli moich wysokich oczekiwań. Jeżeli w przyszłości jeszcze pojawią się w Polsce, bilet kupuje w ciemno.