Rozpoczynamy cykl artykułów poświęconych driftującym sedanom! Na pierwszy ogień weźmy klasyka- Toyotę Chaser X90.

Samochód ten był produkowany stosunkowo krótko bo tylko przez 4 lata (92-96) i zastąpił model X81.
Topowe modele były wyposażane w silniki 2JZ-GE N/A a pod koniec produkcji w komorze silnika „zasiadły” 2JZ-GTE twin turbo.  Ale nie o tym mowa.
Owe Toyoty znalazły szerokie grono odbiorców w driftingu, z racji na ich rozdział masy, odpowiednie, seryjnie montowane silniki no i tylny napęd.
Choć w Polsce Chaser’ów należy szukać ze świecą to jak się domyślacie w Japonii są bardziej powszechnymi autami.

Za oceanem zaś, w FormulaD JZX90 startuje Mats Baribeau. Jak się możecie spodziewać Mats przygotował swój samochód z dbałością o szczegóły w czym największym z nich była moc.
Jego JZX „wypluwa” 800+ koni mechanicznych, astronomiczna moc, jednak pogoń za rumakami w USA jest, niestety, bardzo na czasie.

IMG_1084-e1397331534566zdj.       matsbaribeau.com

Swoje starty rozpoczął w 2011 roku, wtedy zajął 2 miejsce w generalce „Hold The Line”, która jest ligą ProAm. Wyczyn ten pozwolił mu zdobyć przepustkę do świata marzeń jakim niewątpliwie dla Matsa była FormulaD.
Aktualnie jego „potwór” porusza się na oponach Falken’a RT61 5K, „siedzi” na zawieszeniu BC Racing Suspension, napędza go 1.5 JZ a za wyhamowanie samochodu odpowiadają hamulce firmy Wilwood.

fd_irwindale_01

Jak oceniamy samochód Mats’a? 8/10 schludny, ładny kolorystycznie, odpowiednie oklejenie, brakuje jedynie odpowiedniej gleby.
Jednak aby moje słowa nie były płonne, poprosiłem Janka „Allyego” Strażyńskiego o opinię na temat tego samochodu, wszakże jeździł nim na Ebisu!
Oto co otrzymałem:
„To był mój pierwszy kontakt z  Toyotą JZX w życiu. Na początku podchodziłem do tematu sceptycznie z uwagi na doswiadczenia z R33 Skyline i wiedzą, że JZX jest jeszcze większy i cięższy…
Jzx w standardzie wita nas z 1JZ pod maska,  który daje nam calkiem duże pole do popisu.

11999844_851558624913023_7123749557071452229_o

Pierwsze wrażenia? Krowa… przekłada się jak tapczan, jedzie jak czołg ale za to zawsze tam gdzie ja tego chcę. Mocy na seryjnym doładowaniu jednak trochę brakuje, decyzja – prujemy wnętrze. Jest znacznie lepiej, wiele kg można pozbyc się z JZX wyrzucając wnętrze. Kolejny zabieg to prosty trik z podniesniem doladowania z 0.7 na 0.9 bara. Różnica bardzo odczuwalna. Teraz auto radziło sobie naprawdę dobrze, na każdej trasie na Ebisu, w tym i na Minami.
Nasz JZX miał seryjne zwrotnice i skręt, w co na poczaktu nie moglismy uwierzyć bo auto łapie naprawdę dobre kąty, można się nim ładowac tyłem i ciężko wyspinować, masa , jej rozklad oraz rozmiary auta robią swoje.

11222039_676085069193732_7608253065751850674_o

Podsumowując? JZX, który  może wydawac się za duzy i za ciezki do driftu to według mnie najlepsza buda jaką jeździłem, fakt, widać po filmikach, że może nie jest tak żwawy w przekładkach jak inne driftowozy ale można tym samochodem rzucić jak szmatą. Odwdzięcza się znakomitym i pancernym zawieszeniem, mega stabilnym prowadzeniem i super serduszkiem w serii. Do tego mamy dużo tyłu do sprasowania na scianach – jednym zdaniem: „idealne auto na ebisu” – wielu to potwierdza

12000980_851558554913030_2586147176715106770_o

Tak więc jak widzicie, z drobnymi przeróbkami można uzyskać naprawdę dobry driftcar, który, tak jak wspomniał Janek, jest jak czołg.

Czy chcielibyśmy aby tego typu pojazdów było więcej na polskiej scenie driftingowej? Oczywiście, że tak!

Czy chcielibiśmy sami posiadać owy pojazd? Pytanie retoryczne…

Jeśli was zaciekawiłem pierwszym artykułem z serii FDM i chcielibyście przeczytać kolejne części, dajcie znać w komentarzach pod linkiem do tego wpisu na Facebook’u, zostawcie łapkę w górę, co wolicie.
Piątka!

Za zdjęcia serdecznie dziękujemy MERSowi!